“Bo najciężej jest ruszyć. Nie dojść, ale ruszyć. Dać ten pierwszy krok. Bo ten pierwszy krok nie jest krokiem nóg, lecz serca. To serce najpierw rusza, a dopiero nogi za nim zaczynają iść. A na to nie tylko trzeba siły, ale i przeznaczenia, żeby przemóc serce i powiedzieć, to ruszam.”
Wiesław Myśliwski, „Widnokrąg”

Każdy kto przychodzi do Językodajni na początku boi się nieadekwatności, niemocy, czasem wręcz ośmieszenia. Trzydziestoletni, czterdziestoletni, pięćdziesięcioletni. Czasem też piękni dwudziestoletni. Na pierwszym spotkaniu wszyscy są czujni i niedowierzający. Oczekują, że na końcu mojego uśmiechu czeka jednak na nich kara: miażdżąca krytyka lub przynajmniej jakaś kąśliwa uwaga, pełne wyrzutów „trzeba było”, czy przepełnione cichą agresją „szkoda, że”. Latami przyzwyczajani do bycia karconymi i do wzmacniania w nas poczucia winy, tego właśnie podświadomie oczekujemy od nauczyciela. Zazwyczaj mija trochę czasu zanim uczestnicy spotkań w Językodajni zaczynają wierzyć, że prowadzący spotkania jednak ich (pardon my language) nie opieprzy, nie ofuknie, nie zmiesza w mniej lub bardziej subtelny sposób z błotem.

Bardzo bym chciała, żebyś wiedział, że istnieje taka forma nauki, która stawia wręcz sobie za cel, byś poczuł się bezpiecznie i komfortowo. Gdzie prowadzący nie będzie Cię krytykował, nieustająco poprawiał i patrzył z góry. Gdzie będziesz mógł w spokoju… głęboko odetchnąć. Poczuć się choć trochę swobodnie. Bo tak naprawdę dopiero wtedy zaczyna się dorosła nauka, a nie tylko kolejny kurs językowy.

dr Agnieszka Bolikowska “Językodajnia. Podróż językowa metodą “6o””
wiosna 2019